01 January 2011

Misiowato...

Lenistwo w pelnym rozkwicie. Co ugotowane, zostalo pozarte, ksiazek podchoinkowych mala kupka juz w ponad polowie przeczytana. Domow i spokojnie - odpoczywam. A ze palce zaswierzbialy i po glowie pomysl pewien tuptal od jakiegos czasu to wyciagnelam z czelusci wloczkowego kosza szydelko.
Jakby nie bylo nauczono mnie kiedys robis lancuszek i polslupki i ku mojemu zdumieniu okazalo sie, ze to wystarczy by zrobic misia :)
Jakies 13cm wysokosci toto mialo i do ludzi juz poszedl.
Nastepne w drodze :)

23 December 2010

No to - Swiatecznie :)

Z racji ciszy, spokoju i klientow, ktorzy maja juz wolne (niektorzy od tygodnia nawet) Szefostwo postanowilo wygnac nas dzis (zamiast jutro) do domow. O 15stej :) Wiec siedze i pracuje, a jednoczesnie ukladam sobie w glowie chytry plan, co/kiedy zrobic.
I tak dzisiaj sledzie w smietanie i ryba po grecku, i moze jeszcze zamarynowac wieprzowine. Jutro rano (po fryzjerze, ktory zabukowany na 7.30 rano!) ugotowac warzywa na salatke, wrzucic miecho do pieca i niech sie piecze, rozmrozic grzyby, zrobic farsz - i nastepne 4-6 godzin lepic uszka. Barszcz w ostatniej chwili (z torebki, bo uszka i tak wazniejsze od zupy).
A, i sernik ma mi dzis przyjechac (bo zamowilam gotowy).
I to by bylo na tyle.
Poza tym bazant w czerwonym winie, ale to jakos okolosylwestrowo.
W ogole lodowka peka nieco w szwach, wiec z glodu nie zginiemy. No a poza tym (poza szydelkowaniem i innymi bzdurkami) cos trzeba w kuchni tworczo podzialac. Bo do pracy wracam dopiero 4 stycznia.
Ech, ale sie wyspie :))

Plan wstepny, podobny jak u Loli:
1 - spac
2 - jesc
3 - wiecej spac
4 - odgrzac (ha, gotowac nie trzeba) i zjesc
5 - spaaaaaac

A wszystkim, co zagladaja - Wszystkiego Spokojnego i Relaksujacego...

A o ile sie niebo nie zwali nam na glowy - odezwe sie w styczniu :)
Trzymajcie sie cieplo!

18 December 2010

Fajnie jest :)




 Samoloty nie lataja, naziemne srodki komunikacji opoznienia maja nieziemskie.
Nic dodac, nic ujac - fajnie jest :)

17 December 2010

Zimowo :)

Nie ma totamto. Zima wreszcie pelna geba sie zrobila. I mam nadzieje, ze zostanie przez czas jakis. W ciagu nocy spadlo jakies 30 centymetrow sniegu (jak na tutejsze warunki rzecz nieslychana) i nadal pada :)
Do pracy dotarly 3 osoby na 10. Hu-hu-ha!
Samochodzik odmowil mi posluszenstwa podjezdzajac pod nieodsniezona gorke. Bedzie zabawa przy powrocie.

A w ogole to zrobilam sobie przedswiateczny prezent i zafundowalam sobie przedluzanie rzes. Ma toto do 4 tygodni sie utrzymac, a potem sie uzupelnia (o ile sie chce oczywiscie. Ja chyba chce, bo efekt niesamowity):

Przed:

Po:



Update:
Szef zadzwonil (bo siedzi na urlopie) o 12stej i wyslal cale towarzystwo do domu :)
Wracalam godzine.
Ale za to w ogrodko niespodzianka sliczniutka:
Ech, lubie zime :)



Update2:

13 December 2010

W morde jeza...

Poniedzialek, psia mac.
Zaczelo sie od "wpadniecia" na drzwi sypialni. Moje H pluskajac sie rano zamknal drzwi, zeby mnie nie budzic.
Wstalam jakas godzine po jego ablucjach i usilowalam wyjsc z sypialni przez zamkniete drzwi. Lokiec sobie lekko obtluklam i tyle. Cale szczescie, ze sie bardziej nie rozpedzilam, bo rozkwasilabym sobie nos.
Fajny poczatek dnia/tygodnia, nie?
A pare minut pozniej H zadzwonilo i poinformowalo mnie, ze moj kluczyk od samochodu spoczywa w jego kieszeni. W Carrickfergus.
No w morde jeza. Do mojej pracy za cholere sie nie da dojechac komunikacja miejska, wiec jednego z inzynierow poprosilam o podwozke. Sie udalo.
A w pracy poniedzialkowe urwanie glowy - moze nawet bardziej niz zwyke, bo pare breakdown'ow na raz sie trafilo i szalenstwo.
I trwa nadal.
A ja nadal nie wiem jak do domu wroce.
Szlag.

Z pozytywow, 352 zadzwonilo, ze mam appointment z ortopeda 5 stycznia. Dobre i to, ale przez swieta bede sie zwijac. Czyli kolejny - szlag! Ciekawe co z emeraja wyczyta. W brodnowskim radiolog i neurochirurg doradzaja operacje - im szybciej tym lepiej. A tu - cholera wie. Zobaczymy.