08 February 2012

Jest plan...

Tak to ja moge chorowac. Znaczy ten, noo - na zwolnieniu siedziec (lezec).
W sobote szybki wypad do Bushmillsa na lunch sie byl odbyl - bardzo przyjemne urozmaicenie.
A pojutrze wycieczka. Samolotem tam, samochodem z powrotem. Kilkaset mil przez drogi (i mam nadzieje, ze nie bezdroza) Anglii i Szkocji. Zatem siedze (klecze, bo w ramach poprawiania sobie komfortu siedzenia zanabylam klecznik) i grzebie w googlowych mapach, zeby miec plan, bo w dzipiesy to ja nie wierze. Glupie som!
Jak padac nie bedzie to porobie zdjecia. Jak bedzie pewnie tez. Aczkolwiek, co bardzo nie wykluczone, sie bede z autkiem zaprzyjazniac - jak mnie H do kierownicy dopusci. Z racji braku jednego pedalu i wbudowanego cruise control nawet taka kaleka jak ja powinna dac sobie rade. A co!

2 comments:

abnegat.ltd said...

Ancestor z Bushmilla przywiozl certyfika kipera xD A jaki dumny byl, ze bez pudla rozpoznal co mu dali - m/w tak, jak zaskoczony byl przewodnik wycieczki..

nieirytujmnie said...

Tam i jeszcze lepsze cuda na kiju mają (po to zresztą pojechaliśmy, ale ciiii....)
Tymczasem, po całym dniu w rozjazdach i fantastycznej kolacji (o czym osobno bedzie wkrótce) zbieram siły na "mój" kawałek drogi. Jutro Birmingham - Cairnryan. Czas mamy do 19.15 (zaokrętowanie - czy jak tez tam sie zwie odpowiednik boardingu na prom).
Uwagi (obserwatorskie) z dziś - toto sie samo prowadzi.