04 August 2010

Jestem, jestem....

Coraz bardziej lubie to, co robie. Codzienne obcowanie z problemami, dla ktorych trzeba szukac jak najszybszych rozwiazan. Kontakty z klientami, ktorzy powoli zaczynaja kojarzyc kim jestem i rozmawiaja ze mna jak z czlowiekiem (i to w dodatku takim, ktory wie co mowi). Kontakty z dostawcami, ktorzy chetnie dziela sie swoja wiedza specjalistyczna. Nieustajace konktaty z inzynierami (ktorych zaczynam nazywac "swoimi chlopakami"), ktorzy zaczynaja mi ufac. Fajnie jest. Naprawde :)

Czasami nieco tylko zebami zgrzytam, bo albo umieram z nudow....
(tu nastapila przerwa na zorganizowanie na szybko inzyniera do breakdown'u)
...albo nie wiem w co rece wsadzic. Dobra, z tym przesadzam nieco, bo pod wzgledem priorytetyzacji pracy nie mam sobie rownych ;) Co nie zmienia faktu, ze powinnam sie sklonowac. Niejednokrotnie. I ten stan rzeczy nastepuje najczesciej, wiec ani poczytac, ani popisac.

Szef po powrocie z urlopu i przekonaniu sie na wlasne oczy (i po wysluchaniu raportow na temat mnie, mojej pracy i organizacji calosci -jak najbardziej pozytywnych oczywiscie) poczul wiatr w zaglach i znika na cale dnie. I dobrze - przynajmniej sie pod nogami nie placze, a zawsze jest w zasiegu, wiec jakby co to o rade mozna zapytac.

No i tak o. Dzien za dniem.

A - Zoska MOT'a przezyla bez problemu a dwa dni pozniej jej sie stabilizator amortyzatorow (czy jak toto sie nazywa) zlamal w pol i teraz podzwania na zakretach. Ale to tylko do piatku, bo potem Paul ja bierze na warsztat. Kochany samochodzik jest w ogole. Zwlaszcza jak odkrywam radosc z samotnej jazdy. Sinatra albo Joni na full i hejka w swiat :)

No comments: