08 May 2012

To co najlepsze...

Niestety - to co najlepsze bywa nielegalne.

Kolezanka G zachorowala na mononukleoze zakazna - to juz pisalam. To przyszla do pracy zanim zostala zdiagnozowana (a czula sie i wygladala jak z krzyza zdjeta) tez pisalam, ale to, ze jest tepa debilka i odziedziczyla geny babci-owcy to nie...
DZIS przylazla. Zeby radosnie oznajmic, ze czuje sie jak gowno i to co ma to jest BARDZO zarazliwe. Zeby ja szlag trafil. Jak sie okaze ze mnie pizda (przepraszam, ale tego sie nie da inaczej opisac) mnie zarazila i urlop mi przejdzie kolo nosa to ja obciaze kosztami. No jak mozna byc do tego stopnia tepym??? Na plaster komus (szefu znaczy) pokazywac jak bardzo jest zaangazowana? (Zajebiste zaangazowanie - przyjsc i pozarazac). Normalnie nadal mna trzesie jak pomysle. Debilka cholerna.
Kolezanka D tez chora. Mam tylko nadzieje, ze nie na to samo (chociaz malzonek podejrzewa).
Kij im w oko wszystkim. Jutro szkolenie, w piatek papierologis stosowana u klienta (wyrabianie przepustek). Niech se, kurde, sami geniusze w biurze radza. Ja spadam.

2 comments:

Anonymous said...

Cześć,
A powiedział jej ktoś coś na rozum? Też mnie tacy wkurzają.
Randi6

nieirytujmnie said...

Szef jej powiedział ze docenia zaangażowanie (sic!) ale żeby sobie poszła. Jak ja jej powiedziałam ze paszla won to zaczęła płakać ze MUSI pracować (conajmniej jakby za godziny jej płacili). Cóż - obawiam sie ze głupota i bezmyslnosc są nieuleczalne.
P.S. Witaj Randi :)