20 April 2010

O zesz...

O zesz... zeby sie nie wyrazac. Doba stala sie zdecydowanie za krotka. W nocy praca mi sie sni, w pracy roboty powyzej uszu. Tylko lamanie przy pomocy Zoski przepisow drogowych* sprawia mi radosc i chwile oddechu zapewnia. No bo tak - nowe obowiazki doszly, a starych nie ubylo. Na dluzsza mete sie tak nie da, ale jeszcze sie wyrabiam. Zaczynam wczesniej, koncze pozniej, w weekend tez firme nawiedzilam (bo mac os nie chce wspolpracowac z nowymi citrixowymi certyfikatami)... I nadal mnie to wszystko cieszy (znaczy sie - glupia jestem, bo nikt normalny z nadmiaru roboty sie nie raduje, ale co mi tam. Widocznie na starosc mi zaczyna odwalac).
H w domu siedzi od czwartku z powodu wulkanicznej chmury i warczy, bo firma zmusza go do brania urlopu. Tez bym warczala. Juz-juz swiatelko w tunelu sie pojawilo i mial dzis o 8.30 zaczac, a o 8.00 telefon, ze duppa i nadal urlopowac sie ma. Ech..

___________________________________
* Pomijajac kretynskie ograniczenie do 30 mph w terenie zabudowanym, "learner driver'ow" obowiazuje ograniczenie do 45 mph zawsze i wszedzie (i potem jeszcze przez rok po zdaniu egzaminu). Idiotyzm to jest straszliwy, zwlaszcza, ze Zoska wolno nie lubi ;) Wiec sie piratuje. Fajnie jest :))

No comments: