09 February 2010

Gdzies...

Jakby ranek jakis jasniejszy dzisiaj i nawet przez chwile kawalki niebieskiego bylo widac. I mi sie zamarzyly dni dluzsze i cieplejsze i po okolicy pojezdzic bedzie mozna. Panna K. poza Belfastem nigdzie nie byla, wiec trzeba jej bedzie to i owo pokazac (chociaz jak jeszcze raz zobacze Giant Causeway to zaczne warczec albo i nawet gryzc). Ale - na Torr's Head zawsze mozna podjechac.


I pomarzyc przez chwile, zeby w czyms takim zamieszkac:


Albo jeszcze lepiej w takim (ale to juz calkiem inny kawalek swiata - co nie zmienia faktu, ze sie tam przeniose) :)

Ale to za czas jakis....

2 comments:

abnegat.ltd said...

Na te pierniczone kozleje jezdzilem chyba z piec razy. Albo i siedem. Ktos ladnie powoedzial ze warto zobaczyc - ale nie warto jechac ;)

jedzcie na plaze do Bundoran. Tyle ze z Belfastu to bedzie ze 4 godziny jazdy. Ale przy okazji mozna Yeats'a zaplanowac.

nieirytujmnie said...

Wrazenie robia te kostki brukowe, nie powiem. Ale tylko za pierwszym razem :)
A bundoran to jest jakis pomysl, ale niech sie cieplej najsampierw zrobi.